Jak już pisaliśmy, rodzice przedszkolaków w ramach konsultacji społecznych, przyjętych przez radnych, do końca lutego mają wypełnić ankiety, w których wskazaliby czego sobie życzą... Dzisiaj usłyszeliśmy, że życzą sobie, swoim dzieciom oraz pracownikom Przedszkola nr 4 Pod Zielonym Listkiem, aby ich placówkę pozostawiono w spokoju bo po co zmieniać cokolwiek, kiedy, ich zdaniem, wszytko jest w jak najlepszym porządku.
Ankiety nie zostały jeszcze opracowane, a czas nagli. Wtorkowe spotkanie miało być zebraniem rady rodziców z pozostałymi rodzicami. Pojawiła się na nim, w zastępstwie burmistrza, który wizytował Przedszkole nr 5, Katarzyna Mikołajewska, dyrektorka Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Miejskiego w Płońsku.
(...) Nikt nie ma zamiaru z państwem wojować, ani wprowadzić w stan napięcia. Wszystko wzięło się z niedoinformowania (...) - twierdziła Katarzyna Mikołajewska (pierwsza z lewej). Obok Barbara Kostrzewa, dyrektorka przedszkola. Z prawej Małgorzata Jankowska z Rady Rodziców.
- Przyszłam, aby usłyszeć , co mają państwo, rada rodziców do powiedzenia – trochę zaskoczyła zebranych tym stwierdzeniem szefowa wydziału gdyż rodzice oczekiwali na początku bardziej jej wyjaśnień. – Żeby była jasność, dzisiejszego spotkania nie organizuje burmistrz – dodawała Katarzyna Mikołajewska, która tłumaczyła licznie przybyłym rodzicom przyczyny i zasady prywatyzacji – znaczy się ,,przekształceń”, bo według urzędniczki, przedszkolna rewolucja nie ma znamion komercjalizacji. Dodawała, że na spotkanie z burmistrzem przyjdzie jeszcze czas.
Dyrektor Mikołajewska powtórzyła dokładnie to, co mówiła podczas ostatniej sesji, czyli np.: ,,nic tu się nie zmieni, dzieci będą chodziły do tego samego przedszkola”, itp., więc skupmy się na głosach rodziców.
- Gdzie był burmistrz, kiedy ustalał cztery warianty reformy. Chyba wtedy z nami powinno się rozmawiać – mówił jeden z obecnych. – Dla mnie miasto powinno szukać zmniejszenia kosztów gdzie indziej, na przykład u siebie a nie kosztem oświaty i dzieci – rozległy się brawa. – Przedsiębiorstwo działa z chęcią zysku, nie będzie się kierowało interesem małego dziecka, czy rodziców, tylko swoim wewnętrznym zyskiem, ono ma zarobić, a miasto i tak do tego dokłada. Burmistrz ma czas na spotkanie ze swoim wyborcami tylko przed wyborami – dodawał płońszczanin. – Nie zgadzam się z panem. Burmistrz spotyka się bardzo często zarówno w przedszkolach jak i szkołach – ripostowała dyrektor Mikołajewska.
Prawnik Jarosław Stefański mówił bez ogródek, że przedszkola niepubliczne nie będą kierowały się interesem dzieci ani rodziców
Jedna z matek zauważała ponadto, że podniesienie stawek godzinowych będzie skutkowało tym, że jedni rodzice zapłacą bo chodzą do pracy i nie mają wyjścia, a drugich nie będzie na to stać bo są przykładowo bezrobotni. – Tu nie dojdziemy do porozumienia bo niektórzy byliby skłonni zapłacić więcej, ale część rodziców nie będzie w stanie z różnych przyczyn temu sprostać. Każdy ma prawo posłać swoje dziecko do przedszkola samorządowego bez względu na status materialny. Dlatego trzeba szukać rozwiązań systemowych a nie działań doraźnych – odnosiła się do sprawy szefowa wydziału polityki społecznej. - Podkreślam raz jeszcze, że nikt nigdy nie miał zamiaru zlikwidować przedszkola czy go zamykać – stwierdzała, dodając, że kieruje się przesłankami racjonalnymi a nie emocjonalnymi. – Chcemy być państwa sprzymierzeńcami, ale trzeba wybrać takie rozwiązanie, które nie zaszkodzi dzieciom, ale również będzie uwzględniało interes samorządu.
- Nie godzimy się na zmiany w przedszkolu, które bardzo dobrze funkcjonuje. Rozumiem, że nie ma pieniędzy, wiec możemy dyskutować, co do stawki, ale to dzieci są naszą przyszłością i dlaczego mamy na nich oszczędzać – dodawał inny z rodziców. – Po co zmieniać to, co jest dobre. Nie chcemy eksperymentów – sprzeciwiali się wspólnie rodzice. – A skąd państwo wiedzą, że nie byłoby lepiej… – odpowiadała dyrektorka z ratusza.
Mikołajewska wskazywała, że nie ma mowy o obniżeniu standardu świadczonych w przedszkolu usług. – Nie może zapewnić pani takiego samego standardu w przedszkolach niepublicznych. Mamy już pewne doświadczenie i wiemy, że działa ono całkowicie inaczej. W ciągu roku są tam trzy albo cztery panie przedszkolanki – apelowała jedna z matek, dodając, żeby nie zwalać wszystkiego na podwyżki dla nauczycieli.
(...) Chcecie nam odebrać ostatnią kromkę chleba. Moje dziecko ma nie być wykształcone bo jego matka straci 1500 złotych (...) - mówiła oburzona, bojąca się o swoją przyszlość pracowniczka przedszkolnej kuchni. (FOT. D. TUROWIECKI)
Na koniec rodzice skupili się na cateringu, który miałby wyprzeć z przedszkoli stołówki, argumentując, że jest on po prostu niezdrowy dla ich pociech. – Jako technolog żywienia pytam, czy zależy państwu na dobru dzieci, żeby jadły zdrowe posiłki i regularnie się odżywiały? – pytała jedna z kobiet. – Wszystko na kuchni robimy własnoręcznie, nie korzystamy nigdy z półproduktów. U nas dzieci podchodzą i są dokładeczki, a dań z cateringu własnym dzieciom, wnuczkom bym nie podała. Mówię to z całą odpowiedzialnością – dodawała przejęta. - To jest upokarzająca, że przez tyle lat pracy ja i moje koleżanki możemy zostać bez zatrudnienia. Kto nas przyjmie po 50-tce, jak zostaniemy zwolnione? – mówiła rozgoryczona.
- Pani wystąpienie było emocjonalne, a ja z emocjami nie zamierzam dyskutować – odparła Katarzyna Mikołajewska. – Ale taka jest prawda – usłyszeliśmy z drugiej strony sali.
Trudno dziwić się, że emocje towarzyszą takim spotkaniom, kiedy los niektórych bezpośrednio zainteresowanych sprawą może zmienić się w jednej chwili... Rzecz jasna na gorsze.
O sprawie płońskich przedszkoli z pewnością jeszcze będziemy pisali.
Dawid Turowiecki
Portal nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy. Komentarze wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo i regulamin będą usuwane.